Eventy

Lubię Placki Slide Dżem | Relacja | Powietrza

Slide jam na warszawskiej Agrykoli był wisienką na torcie tego sezonu. Ci, którzy mało jeździli przez ten rok mieli okazję wyszaleć się na koniec lata. Jako że już mamy piździernik, pogoda zawitała w jesiennym stylu. Od rana przez grubą warstwę chmur, słońce nie wyjrzało. Jadąc już do Warszawy minąłem się z falą deszczu. Na miejscu, na szczęście, było sucho, momentami trochę patchy (specyficzne warunki, kiedy nie jest się w stanie określić czy jest sucho czy mokro).

slide jam 1

Robiąc pierwszy przejazd zdążyłem przytulić glebę przez śliską nawierzchnię, na której było zaledwie kilka kropel deszczu. Asfalt bywa złośliwy, później było już lepiej. Warunki były bardzo dobre – koła ładnie puszczały i było sucho. Tego dnia można było zobaczyć, ilu niezłych riderów ma Warszawa. Cała masa ludzi, których nie widuję na co dzień nagle pojawiła się na Agrykoli i robiła dobry gnój. Poza stolicą pojawił się Kraków, Opole oraz Gdańsk (wraz z deszczem).

Warunki się schrzaniły, wszelka nadzieja na wyschnięcie miejscówki przepadła, ponieważ deszcz runął tak, że po chwili woda spływała w dół trasy. Chwilowo morale trochę opadły – część osób już zaczęła się zawijać, na szczęście deszcz ustał po krótkim czasie, a pojedyncze osoby zaczęły bawić się na mokrym asfalcie. Okazało się, że nie jest tak źle i kolejne osoby zaczęły do nas dołączać. Zebrało się wystarczająco riderów, żeby rozpocząć konkurencję.

slide jam 2

[Rejestracja na zawody]

Longest Slide

Gdyby nie spadł deszcz, nie byłoby tak ciekawie. Zazwyczaj jak pada,wszyscy rozchodzą się do domu. Jednak rywalizacja wzięła górę nad rozsądkiem i komfortem suchych ubrań. Rafał Czuber – reprezentant z 3miasta regularnie stawiał poprzeczkę wyżej, wchodząc coraz dalej i rozpędzając się coraz bardziej. Po pewnym czasie, carving i predrifty zastąpił mocny push i tuck aż do linii, gdzie zaczynało się slide. Czuć było mocną rywalizację. Podejście o kolejną latarnię wyżej niż przedtem budziło mocne wątpliwości w to, czy to jest mądra decyzja i czy w ogóle wystoi się slide. Kiedy już nie było gdzie dalej podchodzić, startowano z przejścia dla pieszych przy Alejach Ujazdowskich – mocny push i dzida w tucku na sam dół Agrykoli.  Zabawa przednia – jedziesz i starasz się nie myśleć co czeka cię na dole, chcesz się bezpiecznie zatrzymać.

slide jam 3

(Konkurencja Longest slide zdecydowanie zdominował team Lobo Wheels)

Wyniki Konkurencji

I miejsce – Rafał Czuber – 31m (Lobo Wheels/ Alternative Longboards)

II miejsce – Krzysiek Powierża – 27.5m (Lobo Wheels/ Moonshine MFG)

III miejsce – Michał Tyburski – 27m (Lobo Wheels/ Hellsboards)

 wyniki slide jam

(Longest slide)

Best Trick

Best trick wymagał już trochę większej kreatywności, nie tylko prędkości. Mokry asfalt ułatwił trochę zabawę i oszczędził wszystkim podchodzenia. Tą konkurencję odpuściłem ze względu na starą kontuzję kolana. Nie za bardzo mogłem popisać się czymkolwiek w sytuacji, kiedy moja noga nie może być narażona na zbytnie obciążenia. Zająłem się ocenianiem zawodników.

.DSC_0355 DSC_0373 IMG_0295 IMG_0449 IMG_0483 IMG_0528

Było co oglądać. Były stand-upy z wąskim stancem, one leg sitdowny, sitdowny z grabem. Największe wrażenie wywarli na mnie Rafałek, który robił roman candle (można to nazwać sitdown toesidem), oraz Mateusz Wojciechowski i jego blunt slide.

Wyniki Konkurencji

I miejsce – Mateusz Wojciechowski (Sklep Szopa Szopa)

II miejsce – Rafał Czuber (Lobo Wheels/ Alternative Longboards)

III miejsce – Michał Dąbkowski (Lobo Wheels)

wyniki slide jam 2

(Best trick)

Na koniec odbyły się konkurencje na plastic cruizerach – longest slide oraz wyścig. Pierwszy do mety dojechał Jerzy Rusztecki, natomiast najdłuższego slida zrobił Mateusz Wojciechowski.

Po imprezie udaliśmy się wszyscy do Wild Beefa na ogłoszenie wyników. DeskShop zapewnił masę dobrych nagród. Bardzo spodobała mi się inicjatywa, z którą wyszedł ten sklep. Organizacja imprez longboardowych przez sklepy rozkręca scenę i napędza rynek, który nie znosi pustki. Ten rok zweryfikował, które sklepy są aktywnie zaangażowane w scenę longboardową (ukłony dla HellsBoards sklep Szopa Szopa oraz Deskshop), a które już kompletnie przestały się nią interesować. U tych coraz mniej zaangażowanych, tracę ochotę zostawiać pieniądze, wiedząc, że nic poza sprowadzaniem tego samego sprzętu nie zrobią.