Pod stopami blat, a w uszach?

Alternative Ostrich 2016
4 listopada 2016
Szwajcarski scyzoryk do deskorolki – skatetool
10 listopada 2016

Na ulicach prawie ciągle zalega woda. Jak profesjonalny łowca wypatrujesz za oknem chociaż nadziei na suchy asfalt, albo jesteś pozytywnie zdesperowany jak małolaty z deskszopu i idziesz się ścigać ze strumykami na Agrykoli. Taki klimat okrada z wielu okazji na jazdę, a zajawa dalej wierci dziurę w brzuchu. Często pozostaje snucie planów na zmiany w setupie, oglądanie editów, czy przeglądanie powoli dogorywającego na brzegu zapomnienia silverfisha. Jako, że mam fioła na punkcie muzyki, zacząłem się zastanawiać, czego słuchają śmigacze z różnych stron świata.

Jeśli Twój klik w ten artykuł był podszyty nadzieją na gotową playlistę, to zgaś ją szybko, teraz. Bywa, że lubię snuć się między ludźmi pushując do melancholijnego My Bloody Valentine, albo wkręcać sobie freeride’owy wajb z Ghostface Killahem wydzierającym się na samplowanych z Beatelsów beatach, jednak zakładanie, że polubisz to samo, byłoby jak rzucenie Ci mojej deski pod nogi i oczekiwanie, że bezwzględnie Ci się spodoba. Mogłaby, bo jest super, ale bardzo możliwe, że masz zupełnie inny gust. Większość grajlist, jakie znalazłem, składa się z milion razy przewałkowanych ‘indie’ szlagierów, do których słuchaczowi brakuje jedynie różowej Penny i świeżutkiej bluzy Thrashera. Jeśli muzyka ma w jakiś sposób wpływać na czyjś styl jazdy, to oczywiste jest, że do odpowiednich kawałków trzeba się dokopać samemu. Slide’ów też nikt się za Ciebie nie nauczy.

Uważaj na siebie

Ważniejsza w tym wszystkim może być kwestia bezpieczeństwa. Trudno, aby przypadku deskowych potańcówek czy klejenia sztuczek mogło stać się coś poważniejszego od np. kółka zahaczającego o luźny kabel słuchawek. Jest to dyskomfort, ale błagam, kto serio przejmowałby się takimi rzeczami? Sprawa wygląda inaczej w przypadku jazdy w otwartym ruchu, gdzie komunikacja między riderami pełni stosunkowo ważną rolę. Wystarczy wspomnienie ziomka mieszczącego się przy niezłej prędkości w półmetrowej luce między krawężnikiem slide spotu a jadącym z naprzeciwka autokarem wycieczkowym pełnym starszych Niemców, żeby stwierdzić, że może lepiej słyszeć ostrzeżenie kumpla niż rapowe wersy. Zresztą, szum łożysk i ścierających się kółek to i tak często miód dla uszu.

Inspiracja z klasyków

Świetnym sposobem na szukanie muzyki pod deskę jest oglądanie filmików, ale to masz już chyba ogarnięte. Podejdźmy do kwestii od drugiej strony. Twój skill pewnie rośnie i chcesz się nim pochwalić przez sklejenie tych wszystkich klipów, które skrupulatnie nagrywasz i gromadzisz na dysku. O ile zebrany materiał nie ogranicza się do jednej sekwencji kozackiego raw runu, a wziąwszy pod uwagę polskie warunki niestety muszę w to wątpić, to wrzucanie klocków wideo na linię czasu może dać lepszy efekt z jakimś podkładem. Wybór może być dość trudny, bo muzyki jest na świecie od pyty, a co gorsza internet daje luźny dostęp do bezdennej kopalni utworów. Warto zastanowić się chwilę nad poziomem, stylem i dynamiką jazdy uchwyconej na klipach i wybrać muzykę, która będzie uzupełniać powyższe cechy i dodawać editowi świeżości. Od razu wyjaśnię, Awolnation – Sail to instant pleśń. Myślę, że kwestię łatwo będzie wytłumaczyć na przykładach.

Zaczniemy od czegoś czego osobiście nie lubię, ale z dużym zdziwieniem muszę przyznać, że pasuje do materiału. Względnie generyczny elektroniczny kawałek, który prędzej spodziewałbym się usłyszeć w szatni jakiegoś nudnego klubu niż w montażu z P-Swissem. Dla niektórych perfekcyjny styl i podręcznikowe slide’y, które sprawiają wrażenie odmierzonych linijką, całkiem dobrze zgrywają się z dość syntetycznym utworem.

Drugi przykład emanuje nonszalanckim, luźnym stylem. Byron Essert jest uosobieniem bardzo wysokiego skilla, który objawia się w pozornie bezwysiłkowej jeździe. Edit wydaje się niesamowicie lekki i przyjemny. Wyżej wspomniana nonszalancja jest jeszcze rozbujana przez chillowy, ale dość dynamiczny rapowy kawałek. 

Ważną kwestią jest też sam sposób montażu. Wolniejsze kawałki wymagają skorzystania z dłuższych ujęć, a do tych dynamicznych będziesz robić cięcia co chwilę. Dobrym urozmaiceniem jest też wykorzystywanie struktury utworów do przejść „w tempo”. Myślę, że po paru pierwszych ujęciach z Tylerem Gillinghamem ogarniesz o co chodzi. 

Efekt ten można też dostrzec w przypadku „Inwazji na Nowy Sącz”. Trochę drone’owy utwór idealnie służy kunsztownie pociętym klipom nagranym przez ekipę LOBO Wheels.

Zależy Ci na jakości trochę bardziej niż koniowi pociągowemu? W takim razie, poświęć trochę czasu na doszlifowanie swoich wideo-wypocin pod kątem zgrania z odpowiednio dobranym audio. Następny filmik z Sail (sic!) może sprawić, że komputer odbiorcy skończy tak:

Nie bój się eksperymentować, serio.

PS. Nie mam nic do Awolnation – Sail, żeby nie było, ale sami, no wiecie…

Dodaj komentarz