Rafał w podróży. Australia.

Wywiad z Dawidem „Fabianem” Pabianem
10 lutego 2015
Anatomia trucków – 4 cechy, na które warto zwrócić uwagę
19 lutego 2015

Rafał w podróży. Australia.

Co prawda wróciłem już jakiś czas temu z Australii (korpo wzywało!), ale nie mogłem do tej pory ogarnąć 50 gb zdjęć zdjęć i filmów.
Część pierwsza tutaj: klik

Kolejny etap mojej podróży zakładał dostanie się do Sydney. I tu kolejna niespodzianka – Wystarczyło ładnie się uśmiechnąć do obsługującej mnie pani z Qantas (partner Emirates) na lotnisku Changi, aby dostać darmowy upgrade do Business (kolejne 5k zł do przodu wg. standardowego cennika). Polecam zawsze spróbować i zapytać czy nie znajdzie się wolny fotel.
Wychodząc z lotniska w Sydney, podświadomie szukamy transportu do miasta… i niestety można się rozczarować ceną biletów metra – podróż z lotniska do Kings Cross (ok. 10km) kosztuje 18 $. Co ciekawe ta sama trasa, z taką samą ilością stacji, w mniej turystyczne miejsce kosztuje już tylko 2$. Jak powiedziała mi moja znajoma mieszkająca tu od ponad 30 lat: „Tak jest specjalnie zrobione pod turystów, którzy kupują pojedyncze (max. tygodniowe) bilety. Mieszkańcom wychodzi znacznie taniej”.





W Sydney zostałem na dwa dni (sylwester i nowy rok). Mało? Być może, ale to tylko pretekst, aby tam wrócić ☺. Ale teraz o temacie postu – deski. Generalnie od razu widać, że to kraj, w którym byłoby o wiele trudniej przetrwać bez longboardu. Na każdym kroku widzimy ludzi wiozących w swoich pickup’ach dwie deski – Surfingową oraz longa (lub Penny).


Penny Board znacząco wyróżnia się swoją obecnością (w końcu stąd pochodzi). Najbardziej rozpowszechniony jest tu miejski cruzing, a mała, zwinna deska wydaje się być do tego idealna.


Skoro taki duży kraj i tak duże zainteresowanie Longboardem to i musi być też społeczność. Koledzy z Singapuru Speed Movement polecili mi uderzyć w Sydney do największej grupy zrzeszającej miłośników desek, czyli HeelSide. Chłopaki prowadzą swój portal oraz czasopismo!



http://www.heelsidemag.com
http://www.skateboardracing.org.au

Niestety zbyt krótki pobyt w Sydney i udany Sylwester sprawiły, że udało mi się spotkać z chłopakami na dosłownie 15 min. Zapewnili mnie jednak, że jestem mile widziany, więc gdyby ktoś się wybierał, koniecznie dajcie znać – udostępnię kontakt.

To teraz czas na surfing! Udaje się chyba do najlepszego miejsca w Australii na deskę, czyli Surfers Paradise (Gold Coast). Korzystając z tanich jak barszcz wewnętrznych lotów (Virgin Australia) lecimy na północ, 40 km od Brisbane.

Gold Coast jest miejscem, gdzie w wakacje (czyli od bożego narodzenia) zjeżdża najwięcej Australijczyków na wypoczynek. Na szczęście dziesiątki kilometrów plaż sprawiają, że nie martwimy się tłumem.




Jeśli chodzi o sam surfing w Australii, to, jeśli zostajecie dłużej niż tydzień na wybrzeżu, proponuje kupić własną deskę na Gum Tree za ok. 100$ i później wysłać ja do PL (Moje linie lotnicze oferowały to za darmo) niż płacić 25$ za dzień. Jedna lekcja z instruktorem (ok. 3h) wystarczy, aby nauczyć się zachowania fal i zdobyć podstawy.
A zajawka jest świetna! Meduz nigdy nie unikniecie, więc obcisły strój na górę i dół ciała obowiązkowy.

Przed przyjazdem do Australii polecam poszukać na Gum Tree ogłoszeń dotyczących wspólnego podróżowania. Często zdarza się tak, że grupa osób wynajmuje kampera i poszukuje chętnych do podróży przez całe wschodnie wybrzeże. Jest to na tyle rozpowszechnione w Australii, że przy każdej plaży czekają długo terminowe parkingi, parki z elektrycznymi grillami i inne udogodnienia.
Jak widać, podczas wyjazdu skupiłem się raczej na cruzingu i wypoczynku – mimo wszystko na koniec Endomondo pokazało mi przejechane na desce ponad 140 km!


Polecam każdemu tego typu tripy. Dużo ciekawych ludzi, wrażeń i świetna pogoda!
Jeśli macie kilka miesięcy wolnego, polecam przylecieć tutaj na Work & Travel – miesiąc pracy na farmie wystarczy spokojnie na 3 miesiące podróżowania.
Co na plus co na minus?
+ Ludzie, Woda, Infrastruktura
+ Ogromna społeczność skateboarding’owa
+ Relatywnie tanie podróżowanie, jeśli zostajemy na dłuższy okres
− Meduzy
− Duże odległości
Powodzenia i do zobaczenia gdzieś w świecie!

Kolejna relacja już z drugiej strony świata (North America)
Kosi.


Obserwuj Portal GOLONGBOARD.PL na Facebooku i Instagramie.

Dodaj komentarz